Żyjemy w świecie zdominowanym przez reklamy. Od jakiegoś czasu są dosłownie wszędzie. Wiemy jak działają, ale mimo to poddajemy się ich wpływowi. Bo przecież miło jest słuchać, jak obiecują nam wspaniałe, szczęśliwe życie, dom z ogrodem, figurę modelki/modela, uśmiech gwaizdy filmowej itd.. Według reklam wszystko to jest w zasięgu ręki, wystarczy tylko podjąć odpowiednią decyzję podczas zakupów. Jest jednak wśród nich jeden fenomen, którego nie jestem w stanie pojąć.
Pewna firma z uporem maniaka próbuje sprzedać swój produkt pokazując swoich klientów jako upośledzonych społecznie idiotów, którym nie można pozwalać na samodzielne rozwiązywanie najmniejszych problemów.
Sceneariusz wszystkich reklam tej firmy jest bardzo podobny. Na początku jest idylliczna prezentacja szczęścia w perfekcyjnej rodzinie: piękna blond mama o niebieskich oczach, ojciec rodziny o mocno zarysowanej szczęce ubrany w biały, wełniany golf, dwójka cudownych, roześmianych dzieci o iście arysjkiej urodzie. Bohaterzy mieszkają w pięknym domu z ogrodem. Ściany są białe, a meble jasne. Nic nie wskazuje na to, że jest to rodzina arystokratów, można więc założyć że ta Pani musiała dwójkę dzieci urodzić i wychować, prawdopodobnie łącząc to z aktywnością zawodową, a ten Pan przez całe życie ciężko pracował na ich wspaniały dom.
W pewnym momencie następuje dramatyczny zwrot akcji. Na dywanie pojawia się PLAMA. Mama się martwi, dzieci mają poczucie winy, ojciec w opiekuńczym geście zdaje się mówić: "jakoś to będzie, poradzimy sobie". I wtedy, pojawia się niespodziewany wybawca: Różowa Suka. Uśmiechnięta kobieta ubrana w różową koszulkę z napisem "znikaj" w obcym języku, wyręcza naszych zakłopotanych domowników przy pomocy cudownego środka czyszczącego. Trajkocze jak nakręcona, a prezentowane cechy jej magicznego narzędzia kwitowane są jękami zachwytu. Wdzięczność bohaterów za wybawienie z opresji jest bezgraniczna.
Może jestem staroświecki, ale moim reklama powinna wywołać zainteresowanie konsumenta, przejawiające się pytaniami typu "gdzie mogę to dostać?" albo "ile to kosztuje?". W tym przypadku, identyfikując się z bohaterami, mam ochotę sformułować nieco inne wypowiedzi:
1. Przepraszam, czy my się znamy?
2. Jak ty tu wlazłaś?
3. Oddawaj mój dywan, nie rysuj na nim niebieskich pionowych kresek.
4. Jeżeli cieszę się z twojej pomocy, jakbyś mi przynajmniej uratowała życie, to jakim cudem udało mi się zarobić na ten dom?
5. Jeżeli nie pozwolisz mojej żonie się chwilę zastanowić, to nigdy nie nauczy się samodzielnie np. wiązać butów.
6. Najważniejsze pytanie: na prawdę uważasz nas za takich idiotów?
Postać Różowej Suki niezmiennie wprowadza mnie w osłupienie. Ilekroć pojawia się na ekranie telewizora czuję się zdezorientowany. Boję się, że jeśli podczas jedzenia kanapki spadnie mi na spodnie na przykład kawałek ogórka - natychmiast pojawi się Różowa Suka. Trochę jak za komuny: strach otwierać lodówkę, bo jeszcze się okaże, że tam też jest Lenin.
"3. Oddawaj mój dywan, nie rysuj na nim niebieskich pionowych kresek. " wypas:D
OdpowiedzUsuńNo i ok, ja mogę nie być w ich targecie, mimo że mam 26 lat i jestem kobietą... ale KTO JEST? bo jak mam coś odplamić tym środkiem to wolę to wyrzucić:/ też NIE CIERPIĘ tej reklamy!